Tymi słowami kończył homilię wygłoszoną w czasie Mszy Żałobnej, odprawionej 12 kwietnia o godzinie 18:00 w kościele parafii św. Jadwigi Śląskiej w Milanówku, proboszcz prałat Stanisław Golba. Msza była odprawiona w intencji wszystkich Ofiar sobotniej katastrofy samolotu prezydenckiego, a w szczególności w intencji jednej z nich - chorążego Jacka Surówki, mieszkańca Milanówka.
W mszy św. uczestniczyli liczni mieszkańcy miasta, w tym burmistrz Jerzy Wysocki, wicestarosta Andrzej Składanek, wielu radnych, przedstawiciele organizacji pozarządowych, uczniowie milanowskich szkół, harcerze.
Po mszy hołd ofiarom, oddali artyści z Milanówka i przyjaciele miasta Justyna Reczeniedi (sopran) - Ave Maria (J.S.Bach/Ch.Gounod); Capella Milanoviensis - Adagio g-moll (T. Albinoni); Dariusz Biernacki (baryton) „U stóp krzyża” (muzyka F. Chopin, tekst M. Radziszewski); Lena Ledoff (fortepian) - Mazurek a-moll op. 17 nr 4 (F.Chopin); Joanna Morska (skrzypce) – „Melodia” (K. W. Gluck) Lena Ledoff (fortepian) - Nokturn e-moll op. 72 nr 1 - Pośmiertny (F. Chopin); Piotr Antoni Sawicki (acapella) - Amazing Grace (J. Newton).
Następnie uczestnicy mszy przeszli na Plac Stefana Starzyńskiego, gdzie zapalono znicze pod Pomnikiem Bohaterów i wpisywano się do wyłożonej księgi pamiątkowej.
W kolejne dni tygodnia księga będzie dostępna w budynku B Urzędu Miasta w godzinach 8.00-16.00, a w sobotę i niedzielę w kościele pw. św. Jadwigi Śląskiej.
Chorąży Jacek Surówka mieszkał w Milanówku od 2 lat. Urodził się w Krakowie w 1974 r. Interesował się motoryzacją, biegle znał trzy języki. Był wolontariuszem jednej z fundacji zajmujących się opieką nad niepełnosprawnymi dziećmi. W służbie jako oficer ochrony w BOR od dziewięciu lat. Miał 36 lat.
Popieram w pełni Julię, ponieważ starym kawalerom co mają kota nie powinno się ufać. Mają strokawalerskie nawyki i tak jak stare panny są nie do zniesienia. Ale nie można abstrachować od charakteru Jarosława K. - który we wszystkich widzi tylko złodziei, przestępców, kolaborantów. Gdyby rządził Jarosław , to obywatele by musieli udowadniać, że nie są wielbłądami - chyba pamiętacie jak Ziobro z Kaczyńskim to załatwiali- kamery, flesze 6 rano walenie do drzwi i spektakularne dowożenie do prokuratury, a potem po cichu szukanie dowodów i haków, a w ostateczności zwolnienie po cichu, bo nic nikomu za rządów tego duetu nie udowodniono. A ile było krzyku???? No i totalna inwigilacja-podsłuchy, prowokacje, wykorzystywanie służb do walki politycznej o czym do dzisiaj głośno mówią politycy różnych opcji. Boże chroń nas przed kaczyzmem w wydaniu Jarosława K.
Pisz za siebie.Nie mam zamiaru nigdy głosować na kogokolwiek z PIS-u.A co do prezydenta,to powinien być człowiek zrównoważony,mający przede wszystkim rodzinę.Zgorzkniały,zakompleksiony, mający wysokie mniemanie o sobie i lekceważący wszystkich,którzy inaczej myślą stary kawaler byłby wielkim zagrożeniem jako prezydent.
A dlaczego na tow. Siwca skoro kandyduje również znakomity patriota, z ciekawą i bogatą przeszłością opozycyjną, wierzący i uczciwy, sympatyczny, sprawdzony w pełnieniu ważnych funkcji państwowych Bronisław Komorowski?
Chyba lekko się zagalopowałeś! Sugeruję aspirynę, łyk zimnej wody, 3 głebokie oddechy i ewentualnie policzyć do 10! Jesli nie pomoże - wymagana wizyta u specjalisty!
Chyba Cię pogięło! Takie hasełka to możesz sobie wykrzykiwać we własnym domu przed lustrem i się tym podniecać. Na zewnątrz na szczęście to nie działa. Weź też coś na uspokojenie lub idź do psychologa, bo ewidentnie widać, że trauma pogrzebowa uderzyła Ci do głowy.
Przeczytawszy komentarze gosci Milanowka odnioslem wrazenie ze wielu z nich z czaszki dymi.Musza sie koniecznie jeszcze napic wodki.Co niektorzy napili sie chyba benzyny bo ziona ogniem.Proponuje wiec ugasic ogien i dym, i isc na wybory w czerwcu.Ja, moja rodzina, wszyscy moi znajomi spokojnie bedziemy glosowac na Jarka Kaczynskiego.Tak nam dopomoz Bog.
Sugeruję chociaż poczekać aż zostanie kandydatem, bo jak nie, to będzie to głos nieważny ;-) A jak zostanie kandydatem to będzie to głos stracony. Oj cieniutka perspektywa przed toba, twoją rodziną i znajomymi!
Z przebiegu uroczystości żałobnych, można odnieść wrażenie, że zginęły w katastrofie tylko 2 osoby. Jest przepaść pomiędzy relacjami o parze prezydenckiej i resztą. Przecież oni też są ważni, a być może niektórzy z nich bardziej zasłużeni od prezydenta. Całe reszta jest chowana w skromności, bez patosu, tak jak nakazuje chwila. Natomiast Kaczyńskim nadano rozgłos, wybitnych bohaterów, a ilość mszy i uroczystości wręcz poraża. Ja nie jestem przeciwny pochówku należnemu głowie państwa, ale w tym przypadku chyba ktoś przegiął pałę. Odnoszę wrażenie, że komuś zależy na przesadnym patosie, tak aby z przeciętnego urzędnika zrobić bohatera narodowego. Historia jednak to oceni obiektywnie. Mali ludzie mają kompleks niższości i z reguły reguły chcą być wielcy. Tak chyba jest w tym przypadku.
Chyba się mylisz, ale nie mam o to pretensji, bo każdy ma prawo mieć swoje zdanie i go bronić. Na tym polega demokracja. Ale bez względu na nasze różnice w postrzeganiu rzeczywistości, chyba bezspornym jest, że historia ten spór rozsądzi obiektywnie. Być może będzie to już za kilka lat, a być może dłużej, ale będzie zawsze bliżej prawdy. Tak właśnie było z Katyniem.
Ano własnie.Stało się.Jak można przeczytać w tych komentarzach.Było coś autentycznie wzniosłego ale już po kilku dniach,przed końcem ogłoszonej żałoby,przekształca się w normę polskiego piekła.Oto czytamy:\"zaciśnięte usta ze złości,błysk gniewu,tupet,niebywała mania wielkości,nie uronił łzy\" itd,itp.Rozumiem,że można kogoś nie darzyć sympatią,ale chyba można uszanować tragedię jaką jest śmierć najbliższych i przeżywanie żałoby.Każdy przeżywa taki dramat na swój sposób i ma do tego prawo.A cóż to,jakieś igrzyska czy spektakl ku uciesze gawiedzi?Jakże łatwo ferować wyroki i na wylot przejrzeć czyjeś intencje i już z góry wiedziec kto za wszystkim stoi.A gdyby Jarosław K publicznie wylewał łzy rozpaczy to pewnie mówiono by,że jest hipokrytą,bo to przecież \"mistrz socjotechniki\",wiadomo.Ludzie,uszanujmy śmierć,uszanujmy żałobę!A szczególnie tragedię rodzin wszystkich ofiar.Zobaczmy nie polityków,ale ludzi przeżywających ból po stracie bliskich.Przeżywających tak, jak potrafią.Bądźmy razem.Tak po ludzku,solidarnie i współczująco.Przynajmniej przez kilka dni.
No i stało się! Zamiast pojednania i wspólnego przeżywania tej tragedii, mamy znów podziały. I kto to wszystko spowodował? A no jak zwykle, mistrz tego rodzaju socjotechniki - J. Kaczyński. Trzeba mieć dużo złej woli i niebywałą manię wielkości aby wymyślić pochówek na Wawelu. Bohaterem to można zostać jeżeli śmierć poniosło się walcząc o dobro narodu, a nie przypadkiem podczas katastrofy. Historia jest jednak obiektywna i uczciwie oceni "bohaterstwo" i "wielkość" naszego prezydenta po latach. Szczerze współczuję rodzinie Józefa Piłsudskiego, za takie sąsiedztwo, obok naszego wielkiego rodaka, którego zasługi dla Polski są niekwestionowane.
To co sie stało z wyznaczeniem miejsca pochówku na Wawelu to nie jest skandal. To coś znacznie gorszego - to WIELKI BŁĄD! I szkoda, że ten naród nie ma mądrych przywódców (w tym wypadku religijnych), którzy potrafią się do błędu przyznać i go naprawić!
Komentując tekst o mszy w kosciele Sw Jadwigi w Milanówku chciałbym odnieść się do tragicznej soboty. Nigdy nie chodzę do kościoła w sobotę, tym razem, ze względu na okoliczności poszedłem do naszego koscioła w Grodzisku na Osiedlu Kopernika. Liczyłem na jakieś słowa otuchy, słowa które pomogłyby zrozumieć to co sie stało i wspólnie z innymi to przeżyć. Nic z tych rzeczy. Co prawda wspomniano ze 2 razy o tragicznym wydarzeniu, mszę celebrowało 3 księży, ale nic takiego czego można było sie tego dnia spodziewać. Zamiast kazania przeczytano obszerny urywek encykliki JP II o pracy i solidarności ludzi pracy. Miało sie nijak do tego co się stało. Juz lepiej wystarczyło przeczytać liste ofiar i pomilczec! Po mszy zaproponowano wspólny różaniec. Nie rozumiem klepania słów modlitwy na okrągło. Może niektórzy to przeżywają, może inni tym umartwiają? Może? Na mnie to nie działa. Wolę krócej ale modlić się własnymi słowami. Wyszedłem w trakcie zawiedziony i bardziej smutny niż wchodząc...
Drogi Obywatelu, też mamy kioski i mozemy kupić gazety czy poczytać na innych portalach. Może tak napisałbyc coś od siebie? Chociazby 2 slowa? Wysil sie troszkę....
Zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w wyborach 2005 roku było wydarzeniem niezwykłym.
Tak jakby przez kalkulacje polityczne, sondaże, oczekiwania ekspertów, międzynarodową poprawność ideologiczną nagle przebiło się coś prawdziwego, ludzkiego. Wielu z nas miało głębokie wrażenie, że duchowy wymiar wspólnoty Polaków, głos wszystkich przeszłych i przyszłych pokoleń wyraził się w sposób bardzo konkretny w tym wyborze głowy państwa. Ów historyczny rys prezydentury tragicznie przerwanej, przekonanie, że bycie prezydentem wszystkich Polaków to nie wyświechtany frazes, tylko pamięć o ponadczasowej więzi narodowej, pozostaną na zawsze związane z osobą Lecha Kaczyńskiego.
Podziwiałam jego wytrwałość w obronie praw pracowniczych, odwagę w głoszeniu idei solidarności ze słabszymi, wbrew liberalnym stereotypom. Skupiał wokół siebie ludzi przekonanych o potrzebie wzmacniania struktur naszego państwa. Chciał, byśmy byli suwerenni w kulturze, suwerenni gospodarczo.
Równocześnie przyszło mu realizować te zamierzenia w skrajnie niekorzystnych okolicznościach. Tyle niezrozumienia, szyderstw, złośliwej krytyki, zabijania złymi słowami. I bezrozumna podatność na tę propagandę u Polaków, którzy tak łatwo zasilali szeregi przeciwników.
Najbliższe tygodnie i miesiące pokażą, jak każdy z nas zrozumiał wymowę tej śmierci i czy jako naród jesteśmy zdolni do kontynuowania przerwanego dzieła naszego Prezydenta.
Katastrofa koło Katynia zabrała z tego świata szczególnie bliską mi Olę Natalli-Świat. Zaprzyjaźniłyśmy się podczas mojej dwuletniej pracy w Komisji Finansów Publicznych. Ola była wzorem pracowitości i żarliwego zaangażowania w ważne dla kraju sprawy. Tak bardzo przeżywała wszystko to, co szkodziło polskiej gospodarce, denerwowała się złą wolą, niewłaściwymi ludzkimi zachowaniami. Najwięcej wymagała od siebie. Ale zapamiętam ją też ze wspólnej wesołości, nawet z wyrwania się raz na chwilę na zakupy butów czy apaszki. Trudno się pogodzić z jej nieobecnością.
Bardzo ciepło wspominam też senator Inkę Felińską, chodzącą dobroć. Powołanie pielęgniarki szło u niej w parze z głęboką pobożnością.
Odeszło tyle szlachetnych osób w sile wieku, osób, z którymi wiązaliśmy nadzieje. Chciałabym, by ich śmierć nie została sprowadzona do wymiaru sentymentalnego. Myślę, że Oni też tego nie chcą. Jest do zrobienia konkretna praca dla Polski.
Barbara Bubula
Znałem sporo osób, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem. Z niektórymi byłem bardzo blisko do końca, albo w pewnym okresie mojego życia. Oprócz Lecha Kaczyńskiego, chcę wspomnieć Izę Jarugę-Nowacką. Co prawda kilka lat temu, gdy przystąpiła do SLD, nasze drogi się rozeszły, ale kiedyś byliśmy w bliskiej przyjaźni. Zawsze uważałem i uważam, że była bardzo sprawna w działaniach, które prowadziła. Nie różniliśmy się istotnie w poglądach na problemy kobiet, czy in vitro. W moim przekonaniu była bardzo wydajnym rzecznikiem tych spraw. W wymiarze osobistym to jest oczywiście straszny dramat rodzinny. Znam dość dobrze jej męża, zresztą dzisiaj z nim rozmawiałem telefonicznie. To była katastrofa, która przerwała misję Izy.
Drugą osobą, o której chciałbym powiedzieć trzy słowa, jest Paweł Wypych. Był człowiekiem bardzo sprawnym, wyróżniającym się w Kancelarii Prezydenta, z dobrym oglądem sytuacji politycznej, z pewną przenikliwością polityczną, a do tego pracowitym. Osierocił niepełnoletnie dzieci... Będzie mi go brakować. Ewoluował w stronę przekonań prospołecznych. Przez krótki czas był szefem ZUS-u, miał bardzo krytyczny stosunek do szeregu rozstrzygnięć reformy z 1999 r., w szczególności do funkcjonowania Powszechnych Towarzystw Emerytalnych. Był jedną z tych osób w Kancelarii, które przypominały prezydentowi o sprawach socjalnych, choć sam Lech Kaczyński zawsze przywiązywał do nich dużą wagę.
Nie sposób nie wspomnieć o zupełnie innej, co do wieku i co do pozycji, osobie – mam na myśli Anię Walentynowicz. Byłem na obchodach jej 80-lecia, zorganizowanych w Pałacu Prezydenckim. Znałem ją od 1980 r, od Pierwszej „Solidarności”. Reprezentowała bardzo ostre racje, motywowane moralnie, co w pewien sposób naturalnie prowadziło do konfrontacji z Wałęsą, który zawsze był człowiekiem pewnej gry. Po latach myślę, że to była przyczyna ich konfliktu, chwilami bardzo nieprzyjemnego, po obydwu stronach. Natomiast to, co na mnie zrobiło wrażenie podczas niedawnych, ostatnich rozmów, to ogromna przenikliwość myślenia i widzenia spraw, świeżość ocen. Byłem zaskoczony, w najlepszym sensie tego słowa. Śmierć Ani Walentynowicz to śmierć pewnej legendy.
Troszeczkę podobną figurą, z tego punktu widzenia, był Krzysztof Putra, również znany mi z okresu Pierwszej „Solidarności”. Kiedy go poznałem, był mechanikiem, pracował w Fabryce Przyrządów i Uchwytów w Białymstoku. To był zakład bardzo zaawansowany jeśli chodzi o produkcję maszynową. Krzysio był bardzo zbulwersowany jego losami po prywatyzacji. Uważał, że klęska tego przedsiębiorstwa jest symbolem procesów, które w wolnej Polsce nie powinny mieć miejsca. Myślę, że to go pokierowało do podnoszenia problemu biznesu, który nie liczy się z ludźmi i pozycją polskiej gospodarki, a nastawiony jest jedynie na osiąganie krótkoterminowych zysków.
Lecha Kaczyńskiego również znałem od bardzo dawna, ale dość słabo. Nasze drogi rzadko się przecinały, z racji miejsca zamieszkania. Trochę bliżej poznałem go w okresie parlamentarnym, a przez ostatnie półtora roku – bardzo dobrze. Jak najbardziej dołączam się do tych wszystkich, którzy mówią, że był człowiekiem ciepłym, o bardzo autentycznych relacjach z ludźmi. Myślę też, że miał pewną wizję Polski, niezbyt uporządkowaną i chyba nie zapisaną, np. w publicystyce. Rozmowy z nim i obserwacja jego zachowań każą mi powiedzieć, że to było swoiste skojarzenie trzech kwestii, osobiście bardzo mi bliskie. Po pierwsze, był przekonany, że Polskę stać na suwerenność; że to nie jest tak, że we współczesnym świecie nie ma już przestrzeni na niezależność, szczególnie kraju dość dużego i „dobrze wyposażonego” przez tradycję historyczną. Trudno było mu sobie wyobrazić, by oparciem dla takiej niezależności mogła być Unia Europejska. Nie był wrogi członkostwu Polski we Wspólnocie, ale miał przekonanie, że trudno nam będzie mieć duży wpływ na kształtowanie polityki unijnej. Drugi bliski mi element to rodzaj wrażliwości społecznej, przy czym ta jego wrażliwość była trochę, jeśli mogę tak powiedzieć, „prawicowa”. Miał mocne przekonanie, że nie można budować systemu gospodarczego opartego o wyścig szczurów, że musi istnieć rozbudowany system opiekuńczy, który podaje ludziom rękę, jeśli jest to im potrzebne. Po trzecie, był antyelitarny, w tym rozumieniu, że model demokracji, który wyznawał, nie był modelem liberalnym, tzn. nastawionym wyłącznie na procedurę. Miał świadomość, że w takim systemie zwykli ludzie mogą po prostu przegrywać.
Myślę, że przed wyborami prezydenckimi stanął przed ogromnym dylematem. Jego partia, Prawo i Sprawiedliwość, idei Polski Solidarnej najpierw na dobrą sprawę nie praktykowała, a potem nawet werbalnie pozostawiła ją na marginesie. Oczekiwano od niego zachowań bardziej elastycznych, znalezienia się w postpolityce. On chyba rozumiał, że pryncypialne zachowania są źródłem jego kłopotów i dylematów.
Szczerze mówiąc nie wiem, co by zrobił w kampanii wyborczej, a co tu dużo mówić – był trochę zakładnikiem PiS, gdyż chyba nie miałby żadnych szans, gdyby próbował iść do wyborów bez instytucjonalnego zaplecza. Bardzo się obawiam, by jego prezydentura nie została zinterpretowana jednostronnie, jako politycznie prawicowa, oraz aby nie stał się monetą przetargową w kampanii prezydenckiej.
Ryszard Bugaj
Wspomnienie o Annie Walentynowicz i Lechu Kaczyńskim.
Anię Walentynowicz i Lecha Kaczyńskiego poznaliśmy w 1978 r., przy czym Anię kilka miesięcy wcześniej; oboje dołączyli do WZZ-ów. Przykro nam, że w Ani widzi się tylko symbol strajku. Zwolnili jakąś tam suwnicową, o jedną suwnicową za dużo, i stocznia stanęła... Tymczasem Ania była pierwszoplanowym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, kompetentnym, z dużym kapitałem popularności i uznaniem wśród stoczniowej załogi. Wielokrotnie występowała przeciwko władzom, malwersacjom. Kiedy przystąpiła do WZZ-ów, to mieliśmy poczucie, że wygraliśmy. Jeżeli Ania do nas dołącza, to znaczy, że dołączy reszta! Nie była wykonawcą poleceń Borusewicza czy Kuronia, jakkolwiek patrzyła na nich wtedy z wielkim uznaniem.
Ania była niesłychanie skromna, gdy prosiliśmy ją o artykuły, miała wątpliwości, czy potrafi. „To napisz tak, jak potrafisz, a my to potem poprawimy” – mówiliśmy. Kiedyś poszliśmy we dwoje do lasu, próbowaliśmy tekst Ani poprawić i okazało się, że to niemożliwe. Miała swój styl, który dokładnie precyzował, o co chodzi, choć nie przejmowała się kanonami stylistyki. Przy tym miała niesamowity dar: zawsze potrafiła znaleźć właściwe słowa. Dla Ani ołtarz, biskup czy hala fabryczna – nic nie stanowiło problemu. Zawsze we właściwym tonie, zawsze to, co trzeba; naprawdę nie raz nam zaimponowała. Często kiedy Andrzej miał dokonać wpisu okolicznościowego, prosił Anię: „napisz, a ja podpiszę”.
Ania była jedną z tych wspaniałych osób, które niezłomnie trzymały się zasad, niezależnie od wiatrów historii. Zawsze stawała po słusznej stronie. Swą niezłomnością i umiejętnością oddania w słowach istoty sprawy wprawiała w konsternację ludzi, którzy – wydawałoby się – mieli lepsze podstawy by sądzić, że właśnie oni będą wiedzieli, jak się zachować i jakie zająć stanowisko.
Potem była „Solidarność” i Ania była w jej kierownictwie. Kiedy przyszło podjąć decyzję, kto zajmie się finansami, musieliśmy znaleźć kogoś poza wszelkim podejrzeniami. Powierzenie finansów Ani broniło władze związku przed próbą oskarżenia o nadużycia finansowe. Niestety, ograniczyło ją to w praktycznej działalności związkowej. A potem zaczęły się karczemne ataki Wałęsy. Zdarzało się bowiem wielokrotnie, że dostawała znacznie większe oklaski od niego, a to już był absolutny kamień obrazy i powód do wojny.
Pomimo wysiłków bezpieki, by ją wyeliminować, ciągle robiła swoje. Dziś wiemy, ile SB poświęciła czasu i wysiłku, żeby wyeliminować Anię: od 60 do 100 agentów stale się nią zajmowało. Nie poszła na współpracę z systemem, nawet gdy dali jej dokumenty świadczące przeciwko Wałęsie. Choć wiedziała swoje, nie zdecydowała się ich użyć, by nie wyświadczać im przysługi. W tej chwili Pan Sławomir Cenckiewicz kończy książkę o Ani Walentynowicz. Będzie w niej można przeczytać, jak ogromne siły zostały zmobilizowane przez reżim przeciwko tej jednej suwnicowej. Widać z tego, jaka była dla nich niebezpieczna.
W 1989 r. była jedną z nielicznych, którzy zdecydowanie wypowiedzieli się przeciwko Okrągłemu Stołowi. A potem prowadziła walkę o prawdziwą historię Pierwszej „Solidarności”. Kiedy w 1990 r. postanowiliśmy ponownie powołać WZZ-y, Ania naturalnie włączyła się w nie. Walczyła z krzywdą pracowników w czasie prywatyzacji, np. w Ożarowie. Równocześnie wiele wysiłku włożyła w oddanie sprawiedliwości i przywrócenie pamięci bohaterom walki o niepodległość. Ostatnim sukcesem Ani było przekonanie władz Gdańska do umieszczenia, obok pomnika poległych stoczniowców, tablic upamiętniających czyn braci Kowalczyków.
* * *
Leszka również poznaliśmy w WZZ-ach. Był wówczas pracownikiem naukowym Uniwersytetu Gdańskiego, prowadził z robotnikami zajęcia z prawa pracy. Było dla nich nobilitacją, że naukowiec, prawnik, narażając się na złamanie kariery naukowej, troszczył się o sprawy robotników.
Każdy, kto zetknął się z WZZ-ami, narażał się na represje, a w konsekwencji zwolnienie z pracy. O rozmiarach tych represji świadczy to, że w pewnym okresie równocześnie toczyło się 12 spraw o bezprawne zwolnienie. Obrona działaczy była ogromnym ryzykiem. Ze „względów BHP” spotykaliśmy się po 3-6 osób i Leszek dla tych małych grupek prowadził wykłady. Tłumaczył, jak korzystać z prawa pracy i jakie daje ono możliwości obrony. Wydawałoby się, że praca w takich małych grupach jest robotą szlachetną, ale o znikomej skuteczności. Efekt można było dostrzec dopiero w czasie strajku w 1980 r. Okazało się, że ci wszyscy, którzy odważyli się przychodzić na spotkania, w gronie kolegów z pracy, sąsiadów, rodziny przekazywali wiedzę dalej. Osiągali przy tym ogromny prestiż w swoim środowisku. Nasi członkowie znali Kodeks pracy na pamięć, a także konwencje międzynarodowe dotyczące wolności związkowych; mieli opanowane wszystkie niuanse i z tego korzystali. Oczywiście władza robiła, co chciała, ale zmuszona była jawnie łamać prawo, co dawało nam mocne argumenty propagandowe. W tym ogromna zasługa Leszka Kaczyńskiego. Dla nas to wzór inteligenta, który uważał, że dla dobra wspólnego powinien się swą wiedzą podzielić.
Leszek z Anią byli blisko związani. Mieliśmy wspierającego nas adwokata, który zawsze nam pomagał, pana Jacka Taylora. Ani Walentynowicz pomagał właśnie Leszek, instruował ją w jej nieustannych bojach z dyrekcją i bezpieką.
Niezależnie od późniejszych wyborów politycznych Lecha Kaczyńskiego, prospołeczne podejście pozostało, zarówno w jego działalności jako ministra sprawiedliwości, jak i prezydenta. „Zarzucano” prezydentowi Kaczyńskiemu, że został wybrany przez ludzi ze ściany wschodniej, z prowincji. W jego działaniach, widoczna była autentyczna dbałość i troska o osoby słabiej sytuowane.
Sądząc po odbiorze społecznym katastrofy w Smoleńsku, nagle pękła cała propaganda wokół prezydenta. W tej chwili widać, że ludzie dostrzegli inny wymiar prezydentury i człowieka. On nie próbował grać prezydenta, on nim był. Podobnie jak Ania Walentynowicz kierował się stałymi zasadami. Wiedział, co powinien zrobić, co jest dobre.
Oczywiście popełniał błędy, ale był człowiekiem uczciwym. Może to niewiele warte w dzisiejszym, skomercjalizowanym świecie, w którym zysk korporacji jest nadrzędnym celem, ale dla nas postawa prezydenta, który zaznaczał, że dbać należy o powodzenie wszystkich obywateli, zasługuje na szacunek. Podobnie jak jego działania na rzecz niepodległości, przedstawienia prawdy historycznej i przywracania dumy z dziejów naszego narodu. Lech Kaczyński przeciwstawił Polsce liberalnej – Polskę solidarną, i ta jego zasługa jest nie do przecenienia.
Warto zwrócić uwagę na kolejność honorowania dawnych działaczy odznaczeniami. Prezydent Lech Kaczyński rozpoczął ich przyznawanie od kolegów ze związków zawodowych, od robotników, od Maćka Miatkowskiego i Anny Walentynowicz, a potem innych osób przedstawionych mu przez kapitułę, którzy działali w podobny sposób w innych częściach kraju, a których nie było mu dane poznać.
Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Gwiazda
„Nie jestem z kraju smutnego helotów, jestem księga otwarta w przyszłość…”. Nie wiem, czy Prezydent Lech Kaczyński czytywał Broniewskiego. Gdy jednak myślę o nim w tych dniach, gdy mój zwyczajowy szacunek i uznanie dla niego, jako głowy państwa i człowieka „Solidarności”, intelektualisty i polityka został tak tragicznie zwielokrotniony żałobą, przekonuję się, jak trafna w odniesieniu do jego osoby jest ta strofa.
Słucham w tych dniach tego, co jest o nim mówione. Nie tyle tego, co powiadają dziś jego niegdysiejsi przeciwnicy i prześmiewcy. To ich myśli i sumienia, nie są dla mnie probierzem. Słucham z uwagą tego, co mówią ludzie biograficznie, intelektualnie, politycznie mu bliscy. Tego, co mówi prof. Zybertowicz, prof. Fedyszak-Radziejowska, Ryszard Bugaj. Z ich słów wyłania się obraz człowieka, polityka „starej daty”. Nie mowa tu o roczniku urodzenia, ale rozumieniu istoty polityki.
Polityka jest sztuką. Sztuką służby i odpowiedzialności, sztuką wyborów i wierności własnym zasadom. Jest sztuką prowadzenia sporu, szczególnie w pluralistycznym społeczeństwie. Jest sztuką odnoszenia zwycięstw i ponoszenia porażek. Jest wreszcie, i to nie na ostatnim miejscu, ale w znaczeniu fundamentalnym, sztuką scalania porządku idei i doraźności, godzenia koncepcji, światopoglądu z wymogami rzeczywistości, jej opornością.
Dziś, gdy łzy, w których obmywamy żal po tragicznie odeszłych wydają się treścią tego czasu, staram się pamiętać, że trzeba będzie iść dalej, znacznie dalej, by uczcić osobę Lecha Kaczyńskiego. I źle będzie, najgorzej się stanie, jeśli pamięć utopimy w łzach, a gdy wyschną nam oczy, wrócimy do swojej doraźności, do medialnych kłamstw, do zdawkowych, rocznicowych zaklęć, wypowiadanych z narastającym znużeniem, a w końcu z rutyną i przymrużeniem oka. Jak zatem pamiętać? Mądrze.
„Nie jestem z kraju smutnego helotów”. Lech Kaczyński, to truizm, był w czasach PRL działaczem opozycji. Poniekąd jak Lech Wałęsa, przeciwnie niż Aleksander Kwaśniewski. I jeśli wierzyć Ryszardowi Bugajowi, jej ideały nie obumarły w nim. Oczywiście, nie był już tym samym człowiekiem, co w czasach KOR, internowania; był człowiekiem prawicy. Ale równocześnie zachował w sobie tę pierwotną troskę o Polskę ludzi ubogich, nie godził się z przyjętym modelem transformacji i wszystkimi jej skutkami. O tym świadczą także jego wybory personalne, dobór współpracowników.
„Nie jestem z kraju smutnego helotów”, powtórzę. Lech Kaczyński traktował bardzo poważnie kwestię suwerenności Polski. Jej znaczenia. Narodowej godności i pamięci. Bardziej niż wymowne są miejsce i okoliczności, w jakich zginął. Ale rzecz idzie także o jego rozumienie znaczenia i roli instytucji i praw Rzeczpospolitej. Był państwowcem. Widział też olbrzymią wagę przenikania się tego, co państwowe i tego, co obywatelskiego, co społeczne. I zakorzenione w tożsamości, pamięci historycznej. Czy nie stąd wziął się – zrealizowany przecież – projekt Muzeum Powstania Warszawskiego, który już dziś przynosi wymierne owoce w polskim życiu kulturalnym?
„Jestem księga otwarta w przyszłość”. Wbrew tej gębie, którą tak skrupulatnie i pieczołowicie dorabiano mu jako prezydentowi, nie był zamkniętym w jałowej polaczkowatości ksenofobem, człowiekiem przestraszonym światem. Był dumnym Polakiem, dumnym tradycjami Rzeczpospolitej, której pamięć na dobre i złe sięga w głąb wieków, obejmuje Wschód i Zachód. Dialog z Żydami, aktywność na Wschodzie, przyjacielskie stosunki z prezydentem Czech. I Gruzja; Gruzja, która była dlań wyzwaniem, jakiemu moim zdaniem sprostał, choć tak głupio, dla doraźnych potrzeb starano się to spostponować. Ile jeszcze można wymieniać? Jak mało wiemy, jak mało rozumiemy dotychczas z jego prezydentury…
***
Panie Prezydencie Rzeczpospolitej Polskiej, Panie Prezydencie Lechu Kaczyński!
Nie byłeś z „kraju smutnego helotów”. Za czasów PRL nie byłeś ich jeńcem ani niewolnikiem. Jesteś jedną z ikon „Solidarności”, której echo wciąż brzmi w sercach Polaków, sercach także mojego pokolenia. Wiem, co ci zawdzięczamy.
Panie Prezydencie Lechu Kaczyński. To nieprawda, że cały umarłeś. Jesteś księga otwarta w przyszłość. Ale inni już będą kreślić w niej znaki. Obyśmy, jako Twoi rodacy, współobywatele, czynili to godnie.
Panie Prezydencie Lechu Kaczyński. Dziękujemy. Przepraszamy. Obyśmy mogli więcej zrozumieć.
Krzysztof Wołodźko
Nikt na tym forum ci nie ubliża i nie przytacza twoich cech charakteru. To ty prawdopodobnie jesteś tak samo zakompleksionym małym człowiekiem jak Jarosław Kaczyński, który stale musi się dowartościowywać i wywyższać (kompleks wzrostu). Cierpi na megalomanię, a przy tym chce ugrać coś dla siebie i PiS-u. Telewizja PISOWSKA (TVP 1) zaczyna już kłamać i nie mówić prawdy jak za głębokiej komuny. Jarosław K. jest idealny i najlepszy w skłócaniu naszego społeczeństwa, nawet w obliczu takiej tragedii. Nie udało się na obchodach rocznicy mordu w Katyniu zbić kapitału politycznego (doprowadzając do śmierci wielu porządnych ludzi), to próbuje Jarosłw zrobić bohatera z Lecha Kaczyńskiego tylko przez pochówek na Wawelu, a nie faktyczne zasługi dla naszego kraju. Chamstwem i obłudą było w dniu wczorajszym podanie informacji, że to Komorowski z Dziwiszem podjęli taką decyzję o pochówku na Wawelu. Dobrze, że są jeszcze wiarygodne media niezależne od PiS-u, bo byśmy się nie dowiedzieli, że to kłamstwo, a Marszałek Komorowski w tym palcy nie maczał . Tak jak kłamstwem była informacja Kraśki w wiadomościach, że na Franciszkańskiej 13 kwietnia było ok. 200 osób - to kłamstwo i manipulacja jak za bolszewickich czasów. Dalej niech Jarosław taką politykę uprawia, a PiS zniknie z polityki - bo nasze społeczeństwo to już nie CIMNOGRÓD, któremu można wszystko wmówić. Dziwisz już wie, że popełnił największy błąd swego życia, że uległ namowom Jarosława K. A bywa często, że ludzie mali wzrostem są wielcy duchem, ale bywa też że nie są.
Królowie i książęta przybywają na Wawel by oddać cześć . Więc czego jeszcze oczekujecie internetowe matołki? Nie nauczono was myśleć, że zdolni jesteście tylko przeklepywać komentarze z internetu? Kto was wychował i kto was uczył?
Książęta i królowie przybędą przede wszystkim aby oddać hołd Polakom i polskiemu narodowi bo zginął ich (nasz) Prezydent! Gdyby ŚP Lech zginął po przegranych wyborach, nie sądzę aby oddawała mu hołd królewska i polityczna elita świata. Proszę nie wyciągaj błędnych wniosków bo to jest nadinterpretacja! Osobiście otrzymałem z zagranicy wiele kondolencji i ciepłych słów ze względu na narodową tragedię a nie dlatego że zginęła ta czy inna konkretna osoba! W kondolencjach nie było wymienione nawet Jego Imię. Jestem przekonany że przez głowy państw oddawany jest hołd Polskiemu Prezydentowi i Polskiemu Narodowi a nie ŚP Prezydentowi Kaczyńskiemu. Drobna, ale jednak różnica! Tak ja rozumiem tę tragedię wywieszając flagę z kirem pomimo tego, że nigdy nie głosowałem na Lecha i nigdy nie głosowałbym na Lecha, uważając jego Prezydenturę za najdelikatniej ujmując - nienajlepszą!
Co to jest prowincja? Kultura i tradycja Zamościa, Sandomierza i Krakowa... Wielcy ludzie żyjący i tworzący poza stolicą, Polska tworząca swą wielką historię z dala od centrum - administracyjnego, politycznego itp., ale nie zawsze kulturalnego. Ale prowincja ma też inne znaczenie: zapiekłość niesprawiedliwych sądów, myślenie opłotkowe, zajadłość i zawiść, "heroiczna" obrona przed przyjęciem jakichkolwiek odmiennych racji i argumentów, insynuacje, pomówienia i zwyczajny prymitywizm, ordynarna głupota, upośledzenie umysłowe, zacietrzewienie i przenoszenie własnej karłowatości duchowej na przeciwnika... Można mnożyć te określenia - a wszystkie one nadają się do opisania komentarzy pod tym tekstem. Komentarzy, z którymi nie ma sensu dyskutować, bo każda dyskusja opiera się na wymianie argumentów, a nie na prostowaniu kłamstw i fałszywych wyobrażeń ukształtowanych przez propagandę, zwaną dziś PR. Żal i wstyd, że są wśród nas tak mali, podli ludzie...
A no taka kultura Panie Tomku, że naród opłakuje tragedię, a brat prezydenta z pełną premedytacją, wykorzystując powstałą sytuację, załatwia pochówek na Wawelu, wiedząc, że to podzieli naród. Więc proszę się nie dziwić, że są takie reakcje, a nie inne i nie można mieć pretensji o zaściankowość i niską kulturę
Do Grodziszczanina. Szanowny Pana, z całym szacunkiem informuję Pana, że załatwić to można sobie kilogram wołowiny bez kości, a nie miejsce pochówku na Wawelu. Życzę Panu, by przestał Pan myśleć w kategoriach tej "wołowiny"... Nie mam zamiaru brać udziału w tym nurzaniu się w błocie własnej małości, jakie ma miejsce a propos tekstu pod tytułem "Bądźmy razem w bólu i w pracy"/!/, chcę tylko, ku opamiętaniu, przytoczyć dwa wpisy z "Otwieracz bloog":
"Obrzydzenie, potworne obrzydzenie wzbiera we mnie w miarę jak widzę hipokryzję, fałszywy smutek i kłamliwe słowa w ustach niektórych. Chciałem to strawić w sobie, przełknąć, ale po prostu się nie da.
Nie odbieram nikomu moralnego prawa do przemiany w obliczu śmierci, ale gdy słyszę, jak Ci, którzy niedawno opluwali, podle sączyli jadem na Lecha Kaczyńskiego, atakowali go w podły i niewybredny sposób, dziś mają usta pełne pustych frazesów i mają w ogóle czelność wypowiadać się, to, przepraszam, ale zbiera mi się na wymioty.
Nie będę wymieniał nazwisk, są to zarówno osoby znane z życia publicznego, jak i niestety moi znajomi. Oni wszyscy jednego dnia gotowi są wyśmiewać wzrost czy wymowę Prezydenta, by następnego peorować o jego patriotyzmie czy zamieszczać żałosne obrazki z jego osobą na portalach społecznościowych. Przepraszam, zapewne przemawia przeze mnie gorycz spotęgowana wczorajszym wydarzeniem, ale nie jest to pierwszy raz, podobnie było pięć lat temu przy okazji śmierci Papieża Jana Pawła II.
Nagle gazety jazgoczące gdy ktoś wspomina o wymianie floty rządowej dywagują na temat zakupu nowych samolotów. Nagle media puszczają w obieg materiały pokazujące, że Lech Kaczyński nie był potworem na jakiego go kreowały wcześniej. Pokazujące, że był ciepłym człowiekiem, wielkim patriotą. Popełniał błędy - jasne, kto ich nie popełnia, ale nagle okazuje się, że był człowiekiem idei i wielkiego serca, a ja pytam, dlaczego teraz? Dlaczego dopiero teraz można zobaczyć jaki naprawdę był? Czy w imię walki z "niewłaściwą" stroną sceny politycznej trzeba było kreować sztuczną rzeczywistość?
Zawsze popierałem Lecha Kaczyńskiego. Nie we wszystkim się z nim zgadzałem, nie wszystkie jego działania aprobowałem, wielu byłem przeciwny, a jednak nie manifestuję sztucznie żalu, bo żal z powodu tak wielkiej tragedii jest najgłębszą, najskrytszą i najbardziej osobistą sprawą każdego człowieka."
Wpis drugi: "Ja podobnie cały czas byłem dumny,że Prezydentem naszej Ojczyzny jest Pan Lech Kaczyński.Nauczył On nas odwagi w głoszeniu prawdy oraz bezkompromisowości.Przywrócił nam godność jako Narodowi.Lecz to dziennikarze,którzy sprzedali swoje usługi obcym wydawcą ,stacjom telewizyjnym i radiowym ,stworzyli wirtualny obraz Pana Prezydenta i w niegodny sposób dyskredytujac Go na kazdym kroku wykreowali wizerunek człowieka innego ,człowieka nieudacznika ,aroganta .uparciucha,którego niepoprawność polityczna sprawia,że Polska dzięki Niemu jest żle postrzegana na arenie międzynarodowej.Opluwali Go do końca dla przykładu ten nikczemny Pan Sikorski czy Wałesa,Palikot.Gdzie dzisiaj jest odwaga Wałęsy,aby przyznać się i przeprosić, gdzie cywilna odwaga tego salonowego ministra zagranicznego i milionera Palikota,pokażcie swój honor i podajcie się do dymisji,a tym zapoczatkujecie odnowe moralną.Wracając do roli mediów-Panowie dziennkarze gdzie wasze sumienia,gdzie odpowiedzialność?Dla pieniędzy zniszczycie człowieka za pieniądze łamiecie kregosłup moralny społeczeństwa.Doprowadziliście do sytuacji ogólnego uzależnienia od mediów zachowań społeczeństwa.Media mówią narodzie śmiej się,to naród się smieje,Narodzie płacz ,to naród płacze.Prosze opamietajcie się."
No i tu się Pan myli - "załatwić" można również udzielenie sakramentu małżeństwa w kościele w piątek przez proboszcza parafii i nie w bocznej nawie "bynajmniej", miejsce na cmentarzu, etc. Grodzisk doskonale zna takie przykłady.
No tak, od Soboty słowo "opluwac" nie znika z ust wielbicieli PIS, Do soboty mnie smieszyli, od Niedzieli mnie złoszczą Swoją krótkowzrocznościa, głupotą itp, jesli nie zgadzam się z innym człowiekiem, nie popieram jego zachowania, czynów itd, tzn, że go opluwam? Macie tak ograniczony słowik, który zapewne jest redagowany przez J. kaczyńskiego, ze nie ma innego słowa, gdy ktos nie zgadza się z pogladami innego człowieka? NIEPOPIERAM = OPLUWAM?
A ja tylko przytoczę jeden z komentarzy z portalu onet.pl, który najlepiej oddaje rzeczywistość:
"Przed tą tragedia wszyscy mieliśmy wyrobione poglądy, na temat najważniejszych osób w państwie. Zapewne Lech byłby dobrym prezydentem, z ogromną szansą na reelekcje, gdyby nie miał tego okropnego brata Jarka. Stał się przez to karykatura prezydenta, zależnym i podległym PIS. Reszta polaków o odmiennych poglądach niż Pisowskie, stała się dla prezydenta Kaczyńskiego obca i wroga. Dwa lata rządów PIS wszyscy zapamiętamy, jako najbardziej kłótliwe, depczące wszystkie autorytety, podsłuchy , śledzenia, prowokacje, popisy teatralne służb specjalnych, zniszczenie stosunków z wschodem i zachodem. Miałem głęboką nadzieję,że to najtragiczniejsze zdarzenie w dziejach ludzkości, pozwoli nam Polakom zapomnieć o przeszłości tej odległej i tej pisowskiej. Wierzyłem do wczoraj ,że możliwa jest zgoda całego narodu zbudowana na tym strasznym zdarzeniu. Ale po tym jak media w ciągu 3 dni z przeciętniaka, zrobiły geniusza naszych czasów , oraz przebiegła i chytra polityka Jarka, wyzuły mnie z głębokiego współczucia i żałoby. Jarek doskonale wie,że może na śmierci tych którzy tragicznie zginęli ugrać bardzo dużo. Z Wawelem to jest zagrywka wa-bank. Większość ma wyrobione poglądy na ten temat, ale niemal wszyscy maja w tej sytuacji zamknięte usta. Panie Wajda, Pani Krysiu największy ukłon i hołd dla Was za trzeźwe słowa i odwagę.
Pozdrawiam wszystkich myślących".
Patriota Polak
Sznowni Państwo, normalni ludzie na ulicy i w mediach nad tą tragedią ronią krokodyle łzy, beczą jak bobry, chociażby "bliski" kolega Jarosława Kaczyńskiego - Joachim Brudziński (którego osobiście nie lubię) za sposób i formę wypowiedzi, ale w wywiadzie Moniki Olejnik nie był w stanie powstrzymać płaczu. A mówi o sobie, że jest twardym facetem. Ale czy ja mało oglądam telewizji i słucham radia? - bo nigdzie nie było mi dane ujrzeć choć jednej łzy, uronionej przez Jarosława Kaczyńskiego. Widziałem w jego twarzy tylko zaciśnięte usta ze złości - jakby miał za złe bratu, że zginął i pokrzyżował mu plany.
Czy ktoś z Państwa widział, aby Jarosław opłakiwał brata, napiszcię proszę - może jestem niesprawiedliwa w tym osądzie?
ja też to zauważyłam, ale Brudziński mi to wytłumaczył, że J.Kaczyński jest " mężem stanu". Te zaciśnięte usta i ten błysk gniewu, nawet nie potrafią zachować się po ludzku, przytulić Martę ( na lotnisku), zapłakać tak po prostu po ludzku, a może ja czegoś nie wiem.
zachowuje się jakby był pierwszy po Bogu.
To wielka tragedia i tylko szkoda, że tak mało się mówi o wszystkich innych poza Kaczyńskimi. Czasami odnoszę wrażenia, że zginęli tylko prezydent z małżonką, a reszta to nie istniała albo była daleko w tle. A o naszych tragicznie zmarłych mieszkańcach to jakby całkowicie nic. To bardzo dziwne bo wszystkie kanały telewizyjne i radiowe plus gazety. mają dużo czasu i miejsca co spowodowane przez ogłoszoną żałobę ale 95% stanowi Kaczyński. Dlatego bardzo dobrze, że media lokalne, w tym Obiektyw dostrzegają inne zmarłe osoby i mówią o nich. To dodaje nam sił i równowagi medialnej.
Cześć ich pamięci, ale nie można pominąć tego co robi kościół i media z tej tragedii. Otóż nagle i to z dnia na dzień, okazało się, że nieudacznik Kaczyński został bohaterem narodowym równy najprzedniejszym polakom z naszej przeszłości. Ja się pytam , a cóż on takiego zrobił aby legł obok Piłsudskiego, Jagiełły, Chrobrego czy Mickiewicza? Przecież to ewidentne zaciemnianie historii Polski, podobnie jak to Rosjanie robili z Katyniem. Ta nowa historia jest zresztą pisana pod dyktando rodziny Kaczyńskich i PiSu, którzy dla swych interesów gotowi są wykorzystać nawet taką tragedię i to tragedię, która prawdopodobnie została spowodowana przez samego L. Kaczyńskiego. Jakoś nie mogę uwierzyć, że decyzję o ponownym lądowaniu we mgle podjął sam pilot. Miniona historia, która miała miejsce w Gruzji, bardzo uwiarygadnia tą tezę. Mam nadzieję, że czarne skrzynki to potwierdzą. Jedno jest pewne, że decyzja o pochowaniu Kaczyńskich na Wawelu, jeszcze bardzie j podzieli Polaków, a J. Kaczyński wykorzysta tragedię do kampanii wyborczej.
Jarosław Kaczyński ponownie zakpił sobie z Polski i Polaków kreśląc kolejną linię podziału. A swoją drogą to trzeba mieć gigantyczny tupet i niesłychanie rozwinięte ego aby coś takiego wymyśleć! I ileż głupoty aby to zaakceptować!
Szanowni Państwo ten tragiczny wypadek, bardziej podzieli, niż połączy polaków. Niezrozumiałym dla mnie jest porównywanie eksterminacji przedwojennej polskiej elity przez oprawców stalinowskich z NKWD z ofiarami wypadku lotniczego. Wszyscy zginęli, bo Prezydent RP jest obrażony na Tuska i Putina i chciał uczestniczyć 6.04.2010 r. we wspólnych uroczystościach. PiS zrobić z tego chciano element kampanii wyborczej, bo takie były by komentarze, gdyby nic się nie stało.
Zobaczysz i tak Jarosław K będzie próbował na tym ugrać swoje i w momencie jakiejkolwiek krytyki jego bezmyślności będzie wykorzystywał tą tragedię jako kontrargument, z którym, głównie ze względu na poprawność polityczną nikt nie będzie chciał dyskutować.
Słyszę komentarze w radiu i całkowicie zgadzam się z wypowiedziami ze Prezydent z Żoną nie powinni być pochowani na Wawelu. Jest to miejsce dla wyjątkowych Polaków. dlaczego Narutowicz nie został tam pochowany?
Myślę że większość Polaków teraz zastanawia się dlaczego tam? Niepotrzebnie kuria podjęła taką decyzję. To tylko poróżni Polaków w czasie żałoby.
Wyrazy współczucia dla rodzin tragicznie zmarłych w tej okropnej katastrofie !
Bardzo współczuję rodzinom wszystkich ofiar tych, którzy zginęli. Polska poniosła wielką stratę - Prezydent, dowódcy całej armii, posłowie, senatorowie, zasłużeni urzędnicy, działacze, ochrona i obsługa. Jest to tragedia dla naszego narodu, ale chyba nie bohaterstwo jak ogłosił to kardynał Dziwisz - bo ludzie giną: w wypadkach samochodowych, lotniczych czy morskich. Gdyby zginęli w Iraku, czy Afganistanie w obronie pokoju, to rozumiem, że zginęli by jak bohaterowie. Ale jak widać i po śmierci Pana Prezydenta brat Jarosław K. rządzi Lechem, bo u K.Dziwisza załatwił mu pochówek i to koniecznie z małżonką (boże broń osobno). Chce tym samym załatwić chyba sobie miejsce w przyszłości na Wawelu - bo jak bliźniaków nie pochować razem?. Poza tym, że Pan Prezydent był dobrym człowiekiem, kochał żonę i ludzi (spieprzaj dziadu) i żył historią, to nie znaczy, że dla historii RP coś zrobił. Bo przecież Lwów i cmentarz Orląt oraz Katyń to w większości zasługa Andrzeja Przewoźnika - ale sukces ma wielu ojców. Co zrobił Prezydent dla Polski - nie przypominam sobie żadnej znaczącej sprawy jaką dla nas załtwił, poza tym, że przez wiele miesięcy nie chciał podpisać traktatu, który razem z bratem negocjowali, czym nas jako polaków ośmieszył. A w kraju tylko prowokował kłótnie i swary z rządem - kłócił się o to w czym zginął - samolot!!! Powiedźcie co wielkiego zrobił, że zasłużył na pochówek aż na Wawelu, czy to nie mania wielkości Jarosława i bardzo duża przesada??????? Myślę, że Powązki i aleja zasłużonych to odpowiednie miejsce. Dlaczego Prezydent Narutowicz nie leży na Wawelu, zginął w czasie kadencji (został zastrzelony) - bohater???????
Cześć pamięci wszystkim, którzy zginęli w tej katastrofie!!!
Czytaj codziennie Gazetę grodziską. Pismo Gazeta grodziska dostarcza najaktualniejszych informacji. Na stronie gazeta-grodziska.pl nic ciekawego nie znajdziecie:(
Magia dla początkujących Data:10-02-2012 Milanówek
Społeczne Liceum Ogólnokształcące Nr 5 w Milanówku oraz Against Gravity
Zapraszają na "Spotkania Geograficzne i Akademię Dokumentu 2011/2012"
Akademia Dokumentu to program edukacyjny kierowany do młodzieży licealnej w całości oparty na filmach dokumentalnych. Magia dla początkujących, reż. Jesse McLean, USA 2010 Miejsce: Społeczne Liceum Ogólnokształcące Nr 5 w Milanówku, ul. Fiderkiewicza 41
Wernisaż wystawy Jarosława Tomasza Kłosa. Piosenki Ch. Aznavoura, G. Becauda, J. Brela, E. Piaf, A. Osieckiej oraz utwory A. Piazzolli po francusku śpiewa Ewa Kabsa.
Akompaniament: Michał Załęski Galeria Kasyno, ul. Lilpopa 18. Wstęp wolny!
Rozpoczęcie:17:00
Koncert walentynkowy
Koncert walentynkowy Data:12-02-2012 Grodzisk Mazowiecki
Koncert Edyty Geppert w ramach Saloniku z Kulturą Data:12-02-2012 Milanówek
Zapraszamy Państwa na kolejną odsłonę "Saloniku z Kulturą". Tym razem dla naszej publiczności zaśpiewa Edyta Geppert.
Koncert Edyty Geppert to znakomita okazja do spotkania z jej niezwykłym kunsztem interpretatorskim i z tak rzadką już dziś umiejętnością budowania kontrastowych nastrojów - piosenki liryczne są zderzane z dramatycznymi, a dramatyczne - z zabawnymi, tzw. kabaretowymi reprezentowanymi przez teksty klasyka gatunku, Mariana Hemara. Szczegółowe informacje i rezerwacje biletów w sekretariaci MCK lub pod numerem telefonu 22 758 32 34.Bilety w cenie 50 zł i 40 zł.
Milanowskie Centrum Kultury, ul. Kościelna 3
V Powiatowy Konkurs Ortograficzny Data:17-02-2012 Milanówek
V Powiatowy Konkurs Ortograficzny "O Złote Pióro Starosty" pod honorowym patronatem Burmistrza Miasta Milanówka
Miejsce: Zespół Szkół nr 2, im. Gen. J.Bema, ul. Wójtowska 3
Rozpoczęcie:10:00
Wietnam i Birma -...
Wietnam i Birma - Dryfując między czasem a przestrzenią Data:17-02-2012 Milanówek
Społeczne Liceum Ogólnokształcące Nr 5 w Milanówku oraz Against Gravity
Zapraszają na "Spotkania Geograficzne i Akademię Dokumentu 2011/2012"
Akademia Dokumentu to program edukacyjny kierowany do młodzieży licealnej w całości oparty na filmach dokumentalnych. Wietnam i Birma - Dryfując między czasem a przestrzenią – Tomasz Murzyn Miejsce: Społeczne Liceum Ogólnokształcące Nr 5 w Milanówku, ul. Fiderkiewicza 41